Strona czy sklep internetowy? To pytanie często pada za wcześnie. Bo można długo porównywać funkcje, platformy i zakresy, a nadal nie wiedzieć najważniejszego: co dokładnie klient ma zrobić i co firma musi potem obsłużyć po swojej stronie.

Czasem wystarczy dobra strona prowadząca do kontaktu. Czasem potrzebny jest katalog. Innym razem od początku potrzebny jest sklep albo system rezerwacji. Nie zaczynamy od pytania „co zbudować?”. Zaczynamy od pytania „co ma się wydarzyć?”.

Najkrócej

Najpierw decyzja klienta. Dopiero później strona, sklep, katalog albo system.

Jeżeli wiemy, jak ma skończyć się droga klienta, dużo łatwiej dobrać właściwe narzędzie. I równie ważne: łatwiej nie kupić funkcji, które dobrze wyglądają w ofercie, ale później tylko dokładają pracy.

Strona czy sklep internetowy? Zacznij od końca procesu

Zacznij od końca. Nie od liczby podstron. Nie od technologii. Nie od tego, co akurat ma konkurencja. Od decyzji, którą klient ma podjąć.

Jeżeli po przeczytaniu oferty klient ma zadzwonić albo wysłać formularz, potrzebujesz innego modelu niż firma, która przyjmuje płatność online. Jeżeli cena lub dostępność i tak wymagają potwierdzenia przez handlowca, koszyk może tylko udawać samodzielny zakup. A jeżeli częścią decyzji jest termin, sama strona nie domknie procesu.

Pięć zakończeń. Pięć różnych modeli.

  • Jedna konkretna akcja po kampanii – landing page.
  • Poznanie firmy, oferty i kontakt – strona firmowa.
  • Przeglądanie wielu produktów lub wariantów, ale finalizacja z człowiekiem – katalog.
  • Samodzielny wybór, płatność i zamówienie – sklep internetowy.
  • Wybór usługi, zasobu i wolnego terminu – system rezerwacji.

Nie każdy projekt mieści się w jednej szufladce i nie próbujemy go tam wciskać. W naszych analizach mieliśmy już oba zwroty: pomysł na sklep, który po rozpisaniu obsługi lepiej działał jako katalog, i projekt, w którym zwykła strona była za mała, bo wybór terminu był częścią sprzedaży. Hybryda jest w porządku. Przypadkowy zestaw funkcji już nie.

Strona czy sklep internetowy - porównanie modeli rozwiązania przed wdrożeniem
Dobry model zaczyna się od końca procesu. Dopiero gdy wiadomo, jaką decyzję ma podjąć klient, można sensownie wybrać stronę, landing, katalog, sklep albo rezerwację.

Landing page: kiedy naprawdę wystarczy jedna droga

Landing page ma sens wtedy, gdy droga jest krótka i konkretna. Jedna kampania. Jedna oferta. Jeden następny krok. Użytkownik nie musi zwiedzać całej firmy, tylko szybko zrozumieć propozycję i zdecydować, czy idzie dalej.

To właśnie dlatego landing dobrze pracuje przy kampanii, premierze, zapisie, pojedynczej usłudze albo teście nowego kierunku. Google Ads również podkreśla, że strona docelowa powinna być ściśle zgodna z obietnicą reklamy i oczekiwanym działaniem użytkownika.

Landing robi się za mały, gdy klient musi porównać kilka usług, sprawdzić firmę, zobaczyć realizacje albo dojść do różnych punktów kontaktu. Jeżeli po kliknięciu reklamy trzeba nagle opowiedzieć całą firmę, jedna długa strona przestaje być uproszczeniem.

Strona firmowa: gdy klient najpierw musi zrozumieć i zaufać

Strona firmowa dobrze pasuje do sprzedaży, w której klient przed kontaktem potrzebuje kilku rzeczy: zrozumieć ofertę, sprawdzić firmę, zobaczyć dowody i dopiero wtedy porozmawiać. Nie ma sensu udawać samoobsługi tam, gdzie dobra sprzedaż nadal wymaga człowieka.

Może sprawdzić ofertę, ludzi, realizacje, lokalizacje, sposób pracy i odpowiedzi na ważne pytania. Potem dzwoni, wysyła zapytanie albo przechodzi do innego narzędzia. Właśnie tak projektujemy strony internetowe dla firm: nie jako katalog podstron, tylko drogę do konkretnego kroku.

Jeżeli więc zastanawiasz się, strona czy sklep internetowy, a transakcja wymaga rozmowy, wyceny albo dopasowania zakresu, strona może być znacznie bliższa temu, jak firma faktycznie sprzedaje. Sklep nie staje się lepszy tylko dlatego, że ma więcej funkcji.

Katalog: produkt jest ważny, ale przycisk „kup” byłby kłamstwem

Katalog bywa właściwą odpowiedzią dokładnie tam, gdzie sklep wygląda atrakcyjnie, ale firma nie może uczciwie obiecać samodzielnego zakupu. To nie jest „pół sklepu”. To inny model.

Klient chce przeglądać produkty, warianty, parametry i zastosowania. Ale cena zależy od ilości, transportu, konfiguracji albo dostępności. Wtedy katalog porządkuje ofertę, a finalny krok zostaje po stronie zapytania. Przycisk „kup” przy produkcie, którego nie da się kupić bez telefonu, nie jest funkcją. Jest obietnicą, której proces nie dowozi.

W jednej z naszych analiz punkt wyjścia brzmiał: sklep. Dopiero kiedy rozpisaliśmy, co dzieje się po kliknięciu „kup”, wyszło, że część warunków i tak musi potwierdzić sprzedaż. Zamiast budować większy system na siłę, lepszym pierwszym krokiem był katalog z zapytaniami i przygotowaną drogą do późniejszej rozbudowy.

Porównanie katalogu produktów i sklepu internetowego przed wyborem rozwiązania
Produkty mogą wyglądać podobnie po stronie klienta, ale kończyć się zupełnie innym procesem. Katalog prowadzi do rozmowy. Sklep bierze odpowiedzialność za cały zakup.

Sklep internetowy: dopiero gdy klient naprawdę może kupić sam

Sklep nie zaczyna się od koszyka. Zaczyna się wtedy, gdy firma potrafi oddać klientowi cały zakup. Cena jest jasna albo da się ją policzyć. Dostawa i płatność mają reguły. Stany można utrzymać. Po zamówieniu wiadomo, co dzieje się dalej bez ratowania procesu telefonem.

Koszyk jest tylko widocznym końcem dużo większej układanki: produktów, wariantów, płatności, dostaw, statusów, wiadomości i późniejszej obsługi danych. Nawet Google w dokumentacji e-commerce pokazuje to od strony struktury: produkty powinny być logicznie połączone przez kategorie i podkategorie, a nie istnieć wyłącznie jako luźne wyniki wyszukiwania.

Dlatego pytanie strona czy sklep internetowy nie kończy się na wyglądzie strony. Kto uzupełnia produkty? Kto pilnuje stanów? Jak zmieniają się ceny? Co dzieje się ze zwrotem albo zamówieniem, którego nie da się zrealizować? To wszystko też jest częścią projektu, tylko pojawia się dzień po publikacji.

Jeżeli firma nie ma na to odpowiedzi, sklep problemu nie rozwiąże. Po prostu przeniesie go z rozmów handlowych do panelu administracyjnego.

System rezerwacji: gdy produktem jest również czas

Przy usługach pojawia się jeszcze jeden rodzaj transakcji. Klient nie wybiera tylko co chce kupić. Wybiera również kiedy usługa ma zostać wykonana i często przez jaki zasób.

Jeżeli termin jest częścią decyzji, formularz „napisz do nas” często tylko przesuwa pracę na później. Firma oddzwania, sprawdza kalendarz, proponuje inną godzinę i ręcznie przenosi ustalenia. Sam kalendarz niczego nie rozwiązuje, jeśli ktoś i tak musi potem ręcznie ustalić wszystko od nowa.

W jednym z naszych wdrożeń strona, cennik, kalkulator, treści i rezerwacja tworzą jedną drogę od wyszukania usługi do wyboru terminu. I właśnie to ma znaczenie. Rezerwacja nie została doklejona do strony. Jest częścią sprzedaży.

„Klient nie przychodzi po sklep, stronę albo system rezerwacji. Przychodzi z problemem do rozwiązania. Częścią naszej pracy jest dobrać narzędzie dopiero wtedy, gdy wiemy, co naprawdę ma ono zrobić.”

Damian Pakosz, właściciel Shade Media

System rezerwacji jako część procesu sprzedaży usługi i wyboru terminu
Rezerwacja zaczyna mieć wartość wtedy, gdy łączy ofertę z prawdziwą dostępnością firmy. Klient wybiera nie tylko usługę, ale również termin, który da się wykonać.

Dobry przykład: kiedy katalog był za mały dla procesu sprzedaży

W projekcie Carprofit łatwo byłoby na początku powiedzieć: „potrzebna jest lepsza strona z ofertą samochodów”. Tyle że to byłoby za płytkie. Po wejściu w proces wyszło, że klasyczny system dla komisów nie odpowiada temu, co firma naprawdę sprzedaje.

Klient nie tylko wybierał samochód. Musiał zrozumieć ofertę premium, porównać parametry i finansowanie, a potem przekazać handlowcowi właściwe informacje. Zwykły katalog potrafił pokazać auta. Nie potrafił poprowadzić człowieka przez decyzję, która była dużo szersza niż wybór modelu.

Dlatego zbudowaliśmy rozwiązanie wokół procesu: dedykowane karty pojazdów, porównywanie i formularze dopasowane do sprzedaży. Nie do nazwy systemu. Nie do gotowego schematu branżowego. Najpierw model działania, później technologia.

Szybkie drzewo decyzji: jaki model wybrać?

Jeśli chcesz to szybko uporządkować, odpowiedz po kolei na pięć pytań:

  1. Czy klient ma wykonać jedną konkretną akcję po jednej obietnicy? Zacznij od landingu.
  2. Czy przed kontaktem musi poznać firmę, kilka usług, ludzi albo dowody? Potrzebujesz strony firmowej.
  3. Czy musi przeglądać wiele produktów, ale finalne warunki ustala człowiek? Rozważ katalog.
  4. Czy może samodzielnie wybrać, zapłacić i złożyć zamówienie? Wtedy sklep jest naturalnym modelem.
  5. Czy transakcja zależy od wolnego czasu, pracownika, stanowiska albo innego zasobu? Sprawdź system rezerwacji.

Jeżeli na kilka pytań odpowiadasz „tak”, projekt prawdopodobnie będzie hybrydą. Nie ma w tym nic złego. Trzeba tylko ustalić, który proces jest główny i co ma być jego końcem.

Strona czy sklep internetowy: cena jest skutkiem, nie punktem wyjścia

Można wdrożyć więcej. Pytanie brzmi: po co? Sklep zwykle kosztuje więcej niż prosta strona, a system rezerwacji więcej niż formularz. Większy zakres nie jest jednak wartością samą w sobie.

Problemem jest rozbudowane rozwiązanie, które wymaga dużo wdrożenia i późniejszej obsługi, a niewiele poprawia po stronie klienta. Dlatego przy większych projektach zakres ustalamy po sprawdzeniu procesu i zależności. Jeśli chcesz najpierw zobaczyć punkt odniesienia, osobno opisaliśmy, ile kosztuje strona internetowa i z czego wynika jej cena.

Warto też połączyć tę decyzję z etapowaniem strony. Czasem docelowy model jest oczywisty, ale nie wszystkie jego elementy muszą powstać w pierwszej wersji.

Trzy sygnały, że wybrano zły typ rozwiązania

1. Zespół ręcznie poprawia to, co system miał obsługiwać

Klient składa zamówienie, a pracownik i tak musi dzwonić po podstawowe dane. Rezerwacja wpada, ale termin trzeba ręcznie potwierdzać. Produkty są w sklepie, lecz ceny nadal są „do ustalenia”. To znak, że strona obiecuje klientowi więcej samodzielności, niż firma jest w stanie faktycznie obsłużyć.

2. Firma utrzymuje dwa miejsca robiące dokładnie to samo

Jeżeli pełna oferta już żyje w zewnętrznym marketplace, kopiowanie jej jeden do jednego do własnego katalogu może oznaczać podwójną pracę. Własna strona powinna wtedy dostać inną rolę: budować zaufanie, wyjaśniać przewagę i prowadzić do miejsca, gdzie oferta jest aktualna.

3. Klient dochodzi do końca strony i nadal nie wie, co zrobić

To najprostszy test. Jeżeli człowiek przeczytał ofertę i nadal musi zgadywać, co zrobić dalej, problem nie leży w braku kolejnej funkcji. Nie domknęliśmy drogi.

Jak podchodzimy do tego w Shade Media

W Shade Media w Lesznie nie interesuje nas na początku, czy ktoś przyszedł z hasłem „sklep”, „nowa strona” czy „system”. Interesuje nas, co ma się wydarzyć po wejściu klienta i co zostanie po stronie firmy po uruchomieniu.

Dopiero potem wybieramy model i zakres. W naszym sposobie pracy narzędzie jest skutkiem diagnozy, nie punktem startowym. To niby drobna różnica, ale potrafi zmienić cały projekt.

Jeżeli pytanie strona czy sklep internetowy prowadzi po analizie do prostszej strony, wybieramy prostszą stronę. To jest dobra decyzja, nie „mniejszy projekt”. Jeżeli proces wymaga sklepu, katalogu albo rezerwacji, nie udajemy też, że zwykły formularz załatwi temat. Rozwiązanie ma pasować do pracy, którą ma wykonać.

Najczęstsze pytania

Co jest lepsze: strona czy sklep internetowy?

Lepszy jest model zgodny z procesem sprzedaży. Jeżeli klient może sam wybrać produkt, zapłacić i złożyć zamówienie, sklep ma sens. Jeżeli sprzedaż wymaga rozmowy, wyceny lub dopasowania, strona albo katalog mogą być właściwsze.

Kiedy wybrać landing page zamiast strony?

Gdy użytkownik trafia z jednej kampanii do jednej oferty i ma wykonać jedno konkretne działanie. Jeśli musi poznawać więcej obszarów firmy, landing zwykle szybko staje się za ciasny.

Czy katalog może później stać się sklepem?

Tak, jeśli od początku uporządkuje się dane produktów i przewidzi późniejszy proces zakupu. Wtedy katalog może być pierwszym etapem, a sklep rozwinięciem, zamiast przebudową od zera.

Kiedy warto wdrożyć system rezerwacji?

Gdy wybór terminu jest częścią zakupu, a ręczne ustalanie dostępności zabiera czas klientowi i zespołowi. System powinien odzwierciedlać prawdziwe reguły dostępności, nie tylko pokazywać kalendarz.

Najpierw proces. Potem nazwa rozwiązania.

Można zacząć od funkcji. Można też zacząć od klienta. My wybieramy drugą drogę. Najpierw opisujemy, jak ma wyglądać decyzja od wejścia do końca, a dopiero później dobieramy do niej rozwiązanie.

Strona czy sklep internetowy? Landing czy katalog? Formularz czy rezerwacja? Każde z tych rozwiązań może być właściwe. I każde może być błędem, jeśli wybierzemy je tylko dlatego, że dobrze brzmi w zakresie. Liczy się to, jak klient podejmuje decyzję i jak firma potrafi ją później obsłużyć.

Ma się zgadzać. Obietnica z kolejnym krokiem. To, co widzi klient, z tym, co firma naprawdę potrafi obsłużyć. Technologia z tym, czego potrzebuje sprzedaż.

Nie wiesz jeszcze, czego dokładnie potrzebuje firma?

Nie musisz przychodzić z gotową nazwą rozwiązania. Pokaż nam ofertę, sposób sprzedaży i miejsce, w którym dziś proces zaczyna się rozjeżdżać. Najpierw ustalimy właściwy kierunek. Funkcje policzymy później.

Shade Media znak brandu
Redakcja Shade Media